Pogłoski o ukrytych skarbach w szlakach wodnych Pirenejów to nie tylko lokalny folklor.
Są bardzo starzy. Tylu. A teraz nauka ustaliła chronologię tych wydarzeń z niesamowitą dokładnością.
Przez wieki po Półwyspie Iberyjskim krążyły szepty złota ukrytego w rzece Segre. Wspominali o tym nawet średniowieczni islamscy skrybowie. Napisali, że złoto z Segre było wysokiej jakości i wystarczająco czyste, aby można było nim wytwarzać monety wysokiej jakości. Mijają prawie dwa tysiące lat, a zespół badaczy z Uniwersytetu Autonomicznego w Barcelonie (UAB) i Uniwersytetu w La Coruña postanawia sprawdzić te pogłoski.
Wynik? Konkretne dowody obecności Rzymian. Kopali, płukani i wydobywali złoto od około III do IV wieku naszej ery.
Woda i kamień
Złota zwykle nie można znaleźć w skałach w pobliżu brzegów rzek. Pochodzi z góry, z głębokich osadów miocenu w osiowej części Pirenejów. Erozja przenosi go w dół zbocza. Woda go unosi. Osiada na tarasach rzecznych, rozciągających się od Cerdanyi po równinę Lleida. Nazywa się to złotem aluwialnym lub złotem wtórnym. Łatwo przeoczyć, jeśli nie wiesz, gdzie szukać.
Wskazówki historyczne wskazywały na to miejsce na długo przed pojawieniem się nowoczesnych platform wiertniczych. Badacze wiedzieli już o warsztacie w Castellot de Bolvir, gdzie w I–II wieku p.n.e. przetworzonego złota, srebra i cynobru. Potem było miejsce Guilleres d’Als. Duże ślady erozji na krajobrazie. Podejrzany. Wyglądały dokładnie tak, jak dzieło rzymskiej hydrotechniki. Ale wygląd nie jest dowodem. Przynajmniej nie w przypadku recenzowanych czasopism naukowych.
Rzymianie są dobrym ludem powodziowym.
Przez galerie kierowali wodę pod ciśnieniem. Osad uległ erozji, aż pozostały tylko frakcje ciężkie. Złoto pozostało na swoim miejscu, brud został zmyty. Brutalnie skuteczny. Ale ile lat ma to konkretne wykopalisko? Sam obiekt nie wytwarzał prawie żadnych artefaktów. Żadnych odłamków ceramiki, żadnych monet na randki. Tylko brud i pamięć.
Rozjaśnianie przeszłości
Tradycyjne datowanie radiowęglowe wymaga materii organicznej. Drzewo. Kości. Węgiel. W zakładzie Guilleresa nic takiego nie było. Miejsce pozbawione było pożytecznych „śmieci”.
Dlatego profesor Oriol Olesti Vilea i jego współpracownicy wypróbowali inną metodę. Optycznie stymulowana luminescencja (OSL). Mierzy światło uwięzione w ziarnach kwarcu. Gdy osad zostanie zakopany pod warstwami archeologicznymi, cząstki radioaktywne bombardują kwarc. Ziarna pochłaniają tę energię z biegiem czasu, podobnie jak powolne ładowanie akumulatora. Kiedy później „strzelisz” światłem w próbkę, zgromadzona energia zostanie uwolniona. Możesz obliczyć, ile czasu minęło od chwili, gdy ziarna ostatni raz ujrzały światło słoneczne.
W 2022 roku zespół przeprowadził test. Pobrali próbki z wnętrza samej konstrukcji hydraulicznej. Dwie próbki. Wyniki nie podały jednej dokładnej daty. To był szeroki zakres. Ale ten zakres jest ważny. Przypada bezpośrednio na I – IV wiek naszej ery. W tym czasie kopalnia była już opuszczona, wypełniona mułem i ucichła.
Tym razem potwierdza się rzymskie pochodzenie. Dowodzi faktu wyzysku tam, gdzie założenia były bezsilne. Rzymianie nie tylko przeszli obok. Oni ** splądrowali** tę ziemię.
„Wyniki stanowią pierwsze bezpośrednie potwierdzenie” – zauważają autorzy w artykule opublikowanym w czasopiśmie Land.
Bliskość oznacza władzę
Dziesięć kilometrów stąd jest Libia.
W czasach rzymskich nazywała się Julia Livica. Jest to jedyne udokumentowane rzymskie miasto w Pirenejach. Po co budować miasto tuż obok dużego przedsiębiorstwa wydobywającego złoto? W administracji cesarskiej przypadek jest mało prawdopodobny. Oznacza to koordynację, zarządzanie, być może pobór podatków lub nadzór nad pracą.
Julia Livika prawdopodobnie służyła jako „mózg” odpowiedzialny za „mięśnie” tych min. Połączyło odległe wysiłki wydobywcze z szerszą gospodarką imperium. Złoto zmienia wartość. Wartość kupuje legiony. Legiony zajmują terytorium. To działa w obie strony.
Rzeka płynie dalej. Złoto nadal spada. Ale w końcu mamy znacznik czasu: kto był przed nami? Kto wziął to pierwszy?
Być może wkrótce znajdziemy więcej. A może nie.





















