Alfred Schnittke nie tylko złamał zasady muzyki klasycznej. Rozdarł je na części i zszył z powrotem w sposób, który brzmiał jak wypadek w zwolnionym tempie.
Urodzony w 1934 roku w Engels, ówczesnej stolicy Niemców z Wołgi (obecnie region Saratowa w Rosji), Schnittke dorastał balansując pomiędzy dwoma światami. Jego ojciec był dziennikarzem pochodzenia żydowskiego, pochodzenia łotewskiego, pochodzącym z Niemiec. Jego matka jest niemiecką katoliczką urodzoną w regionie Wołgi. Ta mieszanka dziedzictwa jest odciśnięta w jego twórczości. Słychać to w jego muzyce: na stronie z nutami zderzają się niemieckie korzenie z sowiecką ziemią.
Zaczął wcześnie. W latach 1946-1948 rodzina mieszkała w Wiedniu. Tam opanował grę na fortepianie. Studiował teorię muzyki. Nie tylko grał nuty. Studiował architekturę dźwięku. Później przeniósł się do Moskwy. Ukończył studia w Konserwatorium Moskiewskim. W końcu uczyłem tam nawet kompozycji. Ale jak każdy kompozytor w Związku Radzieckim musiał dogadać się z państwem.
Dlaczego radzieccy kompozytorzy musieli pisać muzykę do filmów
Reżim domagał się realizmu socjalistycznego. To było bezpieczne. Było strawne. Było to nudne dla każdego, komu zależało na prawdziwej ekspresji artystycznej. Dlatego Schnittke generował muzykę do filmów. W latach 1961-1984 napisał ponad 60 takich partytur.
To nie była strata czasu. To było przetrwanie. To zapewniło mu pracę. Dzięki temu stał się niewidzialny dla cenzorów. Ale w jego głowie kiełkowało coś innego. Tworzył zestaw narzędzi dla tego, co później nazwał polistylizmem.
Polistylizm był jego specjalnością. To nie była moda. To była konieczność. Oznaczało to przyjęcie radykalnie różnych, często sprzecznych stylów i połączenie ich. Jazz spotyka się z barokiem. Folklor spotyka się z awangardą. Zabrzmiało ostro. Tak to było zamierzone.
Concerto Grosso i mimetyczna kadencja
Schnittke pisał w każdym gatunku, jaki można sobie wyobrazić. Siedem symfonii. Sześć baletów. Koncert na fortepian. Mnóstwo koncertów skrzypcowych. Oratoria. Utwory chóralne. Zaaranżował nawet dzieła Szostakowicza, Albana Berga i Scotta Joplina.
Ale dwa kawałki wyróżniają się. Koncert brutto nr 1. Oraz Koncert skrzypcowy nr 4.
Czwarty koncert to moment, w którym sprawy stają się dziwne. Instrukcje dla skrzypka były proste, ale szalone. Nie graj rytmem. Zrób to naśladując. Obserwuj, jak porusza się łuk. Słyszysz ciszę. To jest oświadczenie dotyczące wydajności. O czekaniu. O przestrzeni pomiędzy nutą a akcją.
To nie był przypadkowy eksperyment. To był wyrachowany chaos. Schnittke przyjął chaotyczne podejście swojego bohatera, Dmitrija Szostakowicza, i podkręcił je do maksimum. Szostakowicz grał według zasad gry. Schnittke złamał deskę.
Jak polistylizm zmienił muzykę klasyczną
Wyobraź sobie, że słuchasz utworu, w którym w ciągu trzech minut słyszysz przypadkowy cytat Beethovena. Potem zniekształcona piosenka ludowa. Następnie fragmenty średniowiecznego chorału. Następnie fragmenty wściekłego, gęstego i dysonansowego pisma seryjnego.
To był Schnittke.
Nie było to łatwe. To nie było ładne. To było prawdziwe. Odzwierciedlało to rzeczywistość człowieka żyjącego w miejscu, w którym rzeczywistość była fragmentaryczna. Nie próbował ukryć pęknięć w fundamencie. Wyróżnił ich.
Od zapomnienia do międzynarodowej sławy
Jego prace eksperymentalne przez wiele lat budziły dezaprobatę wśród urzędników. Do połowy lat 80. była praktycznie nieznana poza blokiem sowieckim. Potem wszystko się zmieniło.
W jego obronie wypowiadali się wybitni rosyjscy muzycy. Giennadij Rozhdestvensky. Gidon Kremer. Jurij Baszmet. Mścisław Rostropowicz. Nie byli to tylko wykonawcy. To byli giganci. Rozpoznali geniusz w hałasie. Promowali jego twórczość na Zachodzie. Nagle Schnittke zyskał ogromną rzeszę fanów w Europie i Ameryce.
Potem nastąpiły udary.
W 1985 roku Schnittke doznał pierwszego z dwóch poważnych udarów. Muzyka ucichła. Przez chwilę wydawało się, że to już koniec. Ale wyzdrowiał.