Rozbita galaktyka: jak zmiana pokoleniowa i toksyczność podzieliły fanów Gwiezdnych Wojen

32

George Lucas nie tylko kręcił filmy. Stworzył religię.

W styczniu 1997 roku był praktycznie nieosiągalny. Oryginalna trylogia Gwiezdnych Wojen dała nam mitologię tak potężną, że zmieniła sposób, w jaki całe pokolenie postrzegało bohaterstwo. Wszyscy próbowaliśmy pokonać nasze wewnętrzne demony. Wszyscy walczyliśmy z bezimiennym Imperium Zła dla wspólnego dobra. Monomit Campbella nie był tylko teorią akademicką; to była hitowa rzeczywistość.

Następnie Lucas wrócił do montażowni.

„Wydanie specjalne” ukazało się na początku 1997 roku. Było to ryzykowne. Po co dotykać klasyki? Po co rujnować dwadzieścia lat filmu? Kasa nie martwiła się. Setki milionów dolarów wydano na dystrybucję filmów. Przybyli nowi fani. Ale miesiąc miodowy się skończył. Pojawiły się pęknięcia.

Dwa lata później runął mur.

Gwiezdne Wojny: Część I – Mroczne widmo już w kinach. To nie było tylko uwolnienie; to była przerwa.

Nagle społeczność fanów stała się binarna. Z jednej strony są starzy fani, którzy spodziewali się mrocznej sagi o krwawym upadku Jedi. Mają Jar Jar. Po drugiej stronie jest pokolenie dzieciaków, które nigdy nie widziały Nowej nadziei, ale nagle znalazły punkt wyjścia. Pomiędzy nimi pojawił się Internet. Uzbrojona platforma do sporów, która nigdy wcześniej nie istniała.

„Ludzie stają się coraz bardziej konserwatywni, gdy się starzeją, a zmiany zaczynają być postrzegane jako ingerencja w zwykły sposób życia, a nie jako postęp w kierunku lepszej przyszłości”.

To Bobby Roberts, redaktor Portland Mercury News i wieloletni współpracownik społeczności. Trafnie opisał przepaść kulturową. Nie chodzi tylko o Gwiezdne Wojny. Chodzi o naturę ludzką.

Nienawiść do „Mrocznego widma” opadła. Dzieci, które to oglądały, dorosły. Teraz mają władzę. Ale schizmy nie zagoiły się po prostu. Ewoluowały.

Stały się toksyczne.

Kiedy ukazał się serial animowany Wojny Klonów, nowa fala młodych fanów znalazła swoje plemię. Nie przejmowali się kanonem kina. Dbali o Ahsokę Tano. Wyrażona przez Ashley Eckstein, stała się latarnią morską. Potem wyszło Przebudzenie Mocy. Daisy Ridley pojawiła się na ekranie jako Rey.

Od dziesięcioleci fanki są tutaj. Po prostu milczeli.

Tracy Duncan, prowadząca stronę fanowską Club Jade, zwróciła uwagę na absurdalność twierdzeń, które kobiety pojawiły się niedawno w poście.

„Mam prawie 40 lat i jestem tu od 16 roku życia. Znam kobiety, które w wieku 16 lat obejrzały „Nową nadzieję” w 1977 roku i do dziś są ich fankami”.

Istniały. Byli po prostu w różnych pokojach. Media społecznościowe zburzyły mury. Teraz wszyscy znajdują się w tej samej sekcji komentarzy. I robi się brzydko.

Nie chodziło tylko o to, że bramkarze narzekali na „skażenie” franczyzy. Grupy białej supremacji zalały Internet, protestując przeciwko obsadzeniu Johna Boyegi. Powstały kulty „prawdziwych fanów”, definiujące lojalność na podstawie tego, jak głośno mogą krytykować określone punkty fabuły. Nie zgadzasz się z nimi? Jesteś fałszywy.

“Czasami tymi palantami jesteśmy my. Taka jest ludzka natura i nie ma na nią lekarstwa.”

Duncan nie jest naiwny. Widzi okrucieństwo. Przypisuje to w dużej mierze ogólnemu rozkładowi kulturowemu, a nie tylko odległej galaktyce.

Dopóki Lucasfilm będzie nadal udostępniać treści, luki będą się pogłębiać. Mosty zostaną zbudowane. Społeczność zdecydowanie dojrzewa. Ale każdy leniwy żart „Jar Jar”. Każdy trujący tweet o bohaterkach. Wszystko to oddala wspólnotę od jedności.

Bobby Roberts zaproponował jedyne realne rozwiązanie. To właśnie powiedział Qui-Gon Jinn w „Mrocznym widmie”.

„Twoje skupienie determinuje twoją rzeczywistość.” Jeśli skupisz się tylko na niezliczonych nieporozumieniach, społeczność fanów zawsze będzie wydawać się zbiorowiskiem sprzecznych opinii. Skoncentruj się na dobrych głosach, na głosach pomocnych, na głosach otwartych, uważnych i troskliwych. Pomaga to uciszyć wściekły, dzielący tłum.

Wybierz skupienie.


TERAZ TO JEST INTERESUJĄCE

Autor Chuck Wendig przekonał się o tym na własnej skórze. Celem była jego książka Star Wars: Aftermath. Wybuchł skoordynowany atak w związku z przepisaniem rozszerzonej historii kanonicznej i włączeniem postaci homoseksualnej. Na Amazon posypały się jednogwiazdkowe recenzje. Na Twitterze rozpoczęły się ataki osobiste. „Krety” nie tylko narzekali. Oni polowali.